Kurna,najpierw Fide padl ofiara zlosliwosci rzeczy martwych,wczoraj vince a teraz ja.
padla mi "prawdopodobnie grafa GF 6800GT.Objaw taki,podczas odpalu biosu widze czarny ekran,poszatkowany pionowymi liniami,ale leci,w momencie
1.Na windzie przy logo windowsa
2.Na linuxie w trakcie odpalania x-sow
nastepuje wylaczanie sie monitora,komputer jakgdyby dziala,pali sie czerwona lampka ale nic sie nie dzieje.
Natomiast z Live CD nie mam pasow,wszystko idzie jakby nic sie nie stalo.Nawet dla proby zainstalowalem system Mint (ubuntupodobne distro) i nic sie znow nie dzieje,do czasu gdy pobieram sterowniki nvidii,Po restarcie sytuacja j/w
czy to mozna zakwalifikowac jako pad karty graficznej?
Sorka za brak PL znakow ale nie chce mi sie instalowac tego dystro na nowo i wgrywac fonty
To co zrobilem
1.Default bios i odczekanie 2 godzin by sie "wyzerowalo wsio z niego"
2.memtest 0 errors
3.Raz udalo mi sie na winde wejsc wiec szybko przeinstalowalem stery,myslalem na poczatku ze one sie wykrzaczyly
4.Przeczyscilem kompa z brudu
Wiecej nie robilem z braku mozliwosci wejscia na systemy